Zakochani w pyrze

Kartofle najprawdopodobniej „przywędrowały” do naszego kraju wraz z Janem III Sobieskim po słynnej bitwie pod Wiedniem. Król przywiózł je wtedy Marysieńce. Najpierw uznawano je za roślinę ozdobną, niejadalną, a nawet wręcz trującą. Z kolei Inkowie używali go do odmierzania czasu.

Wielkopolska pyra, która w Poznaniu ma nawet swoje muzeum, nazywana jest w innych rejonach Polski zupełnie inaczej. Ziemniaki górale nazywają grulami, Kaszubi bulwami, na Mazowszu mówią o nich kartofle. Tak naprawdę długo nazywano je kartoflami. Jak tłumaczy prof. Jan Miodek wyraz „kartofel” (Kartoffel, dawniej Tartuffel) przywędrował do nas z Niemiec, ale jest pochodzenia włoskiego. Pochodzi od włoskiej formy tartufo oznaczającej „truflę”, dlatego że kartofle były bardzo podobne do trufli i ich bulwy rosły pod ziemią. O kartoflu w 1819 roku pisał nawet nasz narodowy wieszcz Adam Mickiewicz. Kto nie dowierza niech poszuka i przeczyta jego poemat „Kartofla”. Z kolei u źródeł młodszego, bo pochodzącego z XX wieku, słowa „ziemniak” mamy francuskie połączenie wyrazowe pomme de terre, któremu odpowiada nasze jabłko ziemne.

Czas na ugotowanie bulwy
Teraz zajrzyjmy do państwa Inków, bo oni jako jedyni znali w tamtych czasach przodka naszego ziemianka. Sporo na ten temat można dowiedzieć się na portalu Stowarzyszenia Polski Ziemniak, czyli ogólnokrajowej organizacji zrzeszającej głównie producentów, przetwórców, naukowców i hodowców odmian ziemniaka. Wracając do Inków, do początków XVI wieku nikt oprócz Indian z Południowej Ameryki i to wyłącznie tych zamieszkujących górskie tereny w Andach, nie słyszał wcześniej o ziemniakach. Dzikie formy kartofla zawiązujące bulwy posłużyły do rozpoczęcia hodowli „udomowionych” odmian. Ojczyzną ziemniaka są więc tereny dzisiejszego Peru, Chile, Boliwii i Ekwadoru. Na tych terenach Inkowie używali go do odmierzania czasu, przyjmując za jego jednostkę – uwaga – czas potrzebny na ugotowanie bulwy, czyli dzisiaj byśmy powiedzieli ziemniaka. Z tamtych terenów do Europy kartofle przywieźli Hiszpanie, dokładnie wojska hiszpańskiego konkwistadora Francisca Pizarra, które podbiły imperium Inków. Ziemniaki trafiły również do Włoch, Francji i na Wyspy Brytyjskie, a potem dalej do Niemiec, Polski i Rosji.
Początkowo ziemniak uprawiano jako egzotyczną roślinę ozdobną i leczniczą w ogrodach klasztornych, królewskich i arystokratycznych „Ważną rolę w rozpowszechnianiu ziemniaka w Europie odegrali misjonarze i zakonnicy. To wraz z nimi przybyła pierwsza wiedza o możliwościach wykorzystania ziemniaka w kuchni i medycynie. Misjonarze są autorami powiedzenia, że nie złoto ani diamenty Nowego Świata przysporzyły ludzkości bogactwa, ale właśnie ziemniaki. Wyjście ziemniaka z ogrodów okazało się jednak dość trudne. Jego upowszechnienie w uprawie było powolne. Na przeszkodzie stała ówczesna struktura upraw rolnych, która nie znała ziemniaków, a przede wszystkim niezbyt dobry gorzkawy smak ówcześnie pozyskiwanych bulw, które jeszcze trzeba było gotować, bo na surowo nie dały się zjeść” – czytam na stronie stowarzyszenia.
Do jedzenia kartofli w Europie przekonywał również francuski aptekarz Antoine-Auguste Parmentier. Mówił wtedy o ich odżywczych wartościach. Dlatego teraz na jego grobie w Paryżu sadzone są właśnie ziemniaki, a ich kwiaty „upamiętniają” wielkie osiągnięcia zmarłego w tej dziedzinie. Propagatorem niepozornej, szarej bulwy był także król francuski Ludwik XVI, a w Prusach i na Śląsku władze wprowadziły nakaz uprawy ziemniaków przez rolników. Niskie plony, konieczność przechowywania sadzeniaków i nie najlepszy smak ówczesnych odmian, nie zachęcały jednak do entuzjastycznego ich przyjmowania.

Królewski dar
Do Polski kartofle trafiły po zwycięstwie Jana III Sobieskiego pod Wiedniem 12 września 1683 roku, który przywiózł je dla królowej Marysieńki. Najpierw uprawiano je jako roślinę ozdobną, potem kiedy po raz pierwszy podano potrawy ziemniaczane, nie wzbudziły one entuzjazmu. Dopiero za panowania Augusta II Mocnego ziemniaki zdobyły uznanie i stały się popularne również wśród chłopów. Na dodatek w codziennych posiłkach zaczęły wypierać kasze i kluski, a nawet chleb. I tak w XIX wieku uratowały Polaków od głodu. Dodam jeszcze, że już w końcu XVIII wieku zaczęto z kartofli wytwarzać krochmal, a w połowie XIX wieku spirytus. Ziemniaki stosowano również jako paszę dla trzody chlewnej i nie tylko.
W Polsce zapotrzebowanie na ziemniaki w okresie 20 – lecia międzywojennego i po II wojnie światowej było bardzo dużo. Na przykład w latach 60. XX wieku ich zbiory sięgały blisko 50 milionów ton rocznie, z kolei w zeszłym roku było to zaledwie 6,5 mln., ale nadal wielu Polaków nie wyobraża sobie obiadu bez ziemniaków. Kartofle najczęściej podawane są gotowane albo pieczone jako dodatek do wielu dań. Oczywiście obecnie kojarzą się również z frytkami i chipsami. Robimy też z nich sałatki, zapiekanki, placki ziemniaczane, kluski śląskie, pierogi ruskie, kopytka, kartacze, zalewajki, kartoflanki, kiszki ziemniaczane, babki ziemniaczane, prażoki, lemieszka i tak można by wymieniać prawie w nieskończoność. Podobno w sumie jest ponad 1500 rodzajów i nazw potraw ziemniaczanych w różnych rejonach Polski.

Dużo witaminy C i błonnika
Ziemniaki możemy jeść codziennie i nie bać się o zbędne kilogramy. „Wartość kaloryczna ziemniaków ugotowanych jest niska i waha się w szerokim przedziale 50-90 kcal w 100 gramowej porcji. Im większa zawartość skrobi w bulwach, tym oczywiście kaloryczność jest większa. W odmianach ziemniaka jadalnego zawartość skrobi wynosi od 10 do 17%, a tym samym kaloryczność rzadko przekracza 80 kcal. Najczęściej kaloryczność ziemniaków jadalnych określa się na 61 kcal” – wyjaśnia stowarzyszenie.
Na dodatek ziemniak jest bogaty w wiele składników odżywczych, zawiera dużo błonnika. Korzystny w nich jest skład substancji mineralnych, głównie potasu. Jak podkreślają naukowcy: „Ziemniaki to także tanie i dostępne przez cały rok źródło wielu witamin potrzebnych dla naszego zdrowia. Zawierają bowiem dużo witaminy C. Przeciętna zawartość witaminy C wynosi około 20 mg w 100 g porcji ziemniaków. Oprócz tego zawierają: witaminy B1, B2, B6, PP, E, dlatego pełnią rolę zdrowego, dietetycznego produktu – jak pozostałe warzywa. Wiadomo, że ziemniaki są niskokaloryczne i dają uczucie sytości, ale nie są przyczyną otyłości. Spożycie 200 g porcji ziemniaków pokrywa 50% dziennego zapotrzebowania na witaminę C i 40% na potasu. Do tego zawierają około 2% białka o wysokiej wartości biologicznej”. Najzdrowsze są ziemniaki pieczone i gotowane w skórce. Najmniej kalorii mają ziemniaki ugotowane i jedzone na zimno, choćby w sałatkach. Najzdrowiej, gdy zjemy je bez sosów i majonezu.
W Polsce znajdziemy podobno ponad 120 odmian ziemniaka i wykorzystanie tej właściwej do konkretnego dania zapewni jego lepszy smak. I tak mamy typ A – sałatkowy, który po ugotowaniu ma zwięzły miąższ (odmiany np.: Venezia, Bellinda, Colette, Belana, Anouschka, Glorietta). Dalej typ B – ogólnoużytkowy, po ugotowaniu łatwo rozgnieść, a najlepiej smakuje w potrawach mięsnych i z sosami (odmiany np.: Vineta, Bellarosa, Red Sonia, Jelly, Catania, Marabel, Elfe). Z kolei typ C – mączysty, nadaje się do smażenia placków albo frytek, a po ugotowaniu łatwo się rozsypuje (odmiany np.: Augusta, Omega, Agria, Jurata). Tak informuje wspomniane już stowarzyszenie.

Muzeum i pomniki
Teraz na koniec o muzeum pyry i pomniku ziemniaka, a właściwie o dwóch w Polsce. Muzeum oczywiście znajduje się w Poznaniu w Wielkopolsce nazywanej pyrlandią, bo na ziemiach polskich ziemniaki na skalę przemysłową przyjęły się najszybciej właśnie w Wielkopolsce. Poznańskie Muzeum Pyry znajdujące się przy ul. Wronieckiej 18 (wejście od ul. Mokrej), to jedyne takie miejsce w Polsce w całości poświęcone ziemniakowi. To nowoczesny obiekt turystyczny, w którym po ciekawej i z humorem zaprojektowanej ścieżce dydaktycznej obchodzi się z obeznanymi w „pyrowym” temacie animatorami. W muzeum znajdują się również punkty interaktywne, w których zwiedzający staje się uczestnikiem zwiedzania. Goście poznańskiego muzeum przenoszą się do Peru, wraz z Francisco Pizarro podbijają imperium Inków, a nawet ruszają w przestrzeń kosmiczną, gdzie przyjrzą się układowi Pyrocentrycznemu. Odwiedzają również dwór króla Jana III Sobieskiego, biorą udział w wykopkach i dowiedzą się, jak zwalczano stonkę.
Ziemniak doczekał się także pomnika. Ustawiono go w poznańskim parku Jana Pawła II i waży aż pięć ton. To szary kamień z tabliczką z napisem „Poznańska pyra”. Natomiast drugi pomnik znajduje się w miejscowości Biesiekierz koło Koszalina w województwie zachodniopomorskim, to tam postawiono najprawdopodobniej największy na świecie pomnik kartofla. „Ziemniak” ustawiono na stelażu i razem mierzą dziewięć metrów. Sama bulwa ma prawie cztery metry. Sporo jak na ziemniaka. Autorem pomnika jest Wiesław Adamski, artysta rzeźbiarz, który mieszkał w Szczecinku. Prace nad pomnikiem trwały blisko rok, natomiast jego oficjalne odsłonięcie nastąpiło w 1983 roku. Pomnik został ustawiony w Biesiekierzu, ponieważ w pobliskiej Hodowli Ziemniaka wyhodowano jego nową odmianę. A on taki niepozorny, ale żyć bez niego trudno.

Renata Jurowicz

Źródło

2020-09-23T11:17:00+02:0019.10.2020|
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie oraz akceptujesz postanowienia polityki prywatności Zgoda